Doszło do największych protestów społecznych w Państwie Środka od ponad trzech dekad. A to budzi uzasadnione obawy nie tylko o kondycję chińskiej gospodarki, która już przecież wcześniej miała duże problemy, ale również o kondycję globalnej gospodarki.

To, co dało się jednak zauważyć w poniedziałek, to fakt, że jakkolwiek doniesienia z Chin postraszyły rynki akcji, to jednak nie wywołały jakiegoś gremialnego odwrotu inwestorów. A to może sugerować, że to nie protesty odegrają główną rolę w najbliższym czasie, a inne czynniki.

Tych będzie całkiem sporo, bo kalendarz rynkowy przesycony jest wydarzeniami. Zaczynając od spekulacji przed zaplanowanym na 4 grudnia szczytem państw OPEC, a na danych makroekonomicznych kończąc. Te ostatnie, zwłaszcza inflacja w Europie i dane z rynku pracy w USA, będą analizowane w kontekście grudniowych posiedzeń głównych banków centralnych i docelowych poziomów stóp procentowych w najważniejszych gospodarkach.

To klucz do dalszych wzrostów na giełdach. Im szybciej zakończą się podwyżki stóp procentowych, tym większe szanse na dalsze wzrosty. I odwrotnie.

Na gruncie analizy technicznej poniedziałkowe spadki to efekt trwających już od dwóch tygodni problemów z wyjściem indeksu WIG20 powyżej strefy oporu tworzonej przez 200-sesyjną średnią i poziom 1800 pkt. To też efekt sporego wykupienia, jakiego doświadczył ten indeks po październikowo-listopadowym rajdzie w górę. W tym ujęciu sytuacja posiadaczy akcji nie prezentuje się wcale źle. Opisane opory to mocna bariera podażowa, a pomimo to indeks wciąż próbuje ją przełamać.

Jeszcze lepiej prezentuje się sytuacja, gdy spojrzymy na nią przez pryzmat ostatnich dokonań indeksu. WIG20 ma za sobą sześć kolejnych wzrostowych tygodni. To najdłuższa taka seria od okresu listopad 2020 – styczeń 2021, gdy rósł on aż przez dziesięć kolejnych tygodni. Wtedy zawędrował w okolicę 2000 pkt, gdzie następnie został na dłużej, żeby finalnie ruszyć dalej na północ i do jesieni 2021 r. „wykręcić” ponad 24-procentową stopę zwrotu. Teraz sytuacja może prezentować się podobnie. Z tą tylko różnicą, że obecnie pewnie wszystko odbyłoby się szybciej.

Indeks WIG20, jeżeli w ostatnich dniach listopada nie dojdzie do jakiejś katastrofy, będzie miał na swym koncie również dwa kolejne wzrostowe miesiące. To pierwsza taka seria od wakacji 2021 roku. To też popytowy sygnał. Szczególnie że prawdopodobnie będą to dwa kolejne miesiące z wypracowaną dwucyfrową stopą zwrotu. A to byłaby już pierwsza taka seria od okresu marzec–kwiecień 2009 roku. Co ciekawe, wtedy indeks dużych spółek również startował z poziomów grubo poniżej 1400 pkt, zaliczając łącznie sześć kolejnych wzrostowych miesięcy i rajd w górę o ponad 61 proc.