Podejrzani w sprawie – Dominik H., Piotr W. oraz Marcin K. – mieli pod przykrywką budowania kopalni kryptowalut zbierać pieniądze od inwestorów i kopać cyfrowe aktywa – bitcoina i ethereum classic. Okazuje się jednak, że panowie nie wszystkie środki inwestowali w koparki.

Nawet 860 ofiar

Część wyłudzonych pieniędzy, bez wiedzy inwestorów, przeznaczyli na prywatne cele. Według ustaleń warszawskiej prokuratury łączna liczba klientów szemranej kopalni może sięgać nawet 860, a łączna wartość wyłudzonych środków 10 mln zł. Na ten moment zidentyfikowano 108 poszkodowanych, którzy stracili łącznie prawie 4,5 mln zł.

Okazuje się, że trzej naciągacze to całkiem łebscy goście. Przynajmniej jeśli chodzi o kwestie informatyczne. „Koparki były w znacznej części samodzielnie konstruowane przez podejrzanych, którzy dysponują znaczną wiedzą informatyczną w tym zakresie" – czytamy na stronie prokuratury krajowej. Trochę tego sprzętu złożyli. Okazuje się bowiem, że kopalnie zlokalizowane były w kilku miejscach, w tym m.in. w Gdyni, w miejscowości Wojny-Wawrzyńce, a także w Warszawie. Stołeczna kopalnia, największa, zlokalizowana była na terenie starej hali spawalni FSO na Żeraniu. Jej powierzchnia to 3000 mkw. Zainstalowano tam 3000 urządzeń.

Zwabieni na bitcoina

Szwindel był bardzo prosty. Klienci finansowali zakup koparek, a w zamian mieli otrzymywać część wydobytych kryptowalut. Przypomnijmy bowiem, że bitcoin i ethereum classic działają w oparciu o konsensus Proof of Work, co oznacza, że do ich wydobycia musi być wykorzystywana bardzo duża moc obliczeniowa. Specjalne procesory muszą rozwiązać zagadkę matematyczną, za co nagrodą jest kryptowaluta. Rozwiązywanie tej zagadki potocznie nazywa się kopaniem/wydobyciem/miningiem. I choć w komunikacie prokuratury nie ma wzmianki o okresie, w którym pozyskiwano klientów, to można założyć, że był to okres poprzedniej hossy, gdy kurs bitcoina szedł w kierunku aktualnego szczytu wszech czasów 20 000 USD. Przy tak byczym rynku łatwiej było namówić ludzi na inwestycję. W końcu aktywa zyskiwały wówczas po kilka lub kilkanaście procent dziennie. Wykres bitcoina był sam w sobie reklamą...

W całej tej sprawie smutne są dwie rzeczy. Pierwsza – że w ludziach tkwi taki mix naiwności i chciwości, że bez głębszej refleksji powierzają pieniądze osobom, których nie znają, na biznes, o którym prawdopodobnie nie mają zielonego pojęcia. Druga – że są ludzie, którzy wykorzystując swoją fachową wiedzę, są zdolni bez skrupułów żerować na naiwności innych tylko po to, by zarobić pieniądze. Jeśli prokuratura udowodni naszym „trzem bohaterom" zarzucane im czyny, to czekać ich może sowita kara. Zgodnie z kodeksem karnym: „Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8".