Drastyczna przecena z która mamy do czynienia na początku dzisiejszej sesji sprowadziła WIG20 do poziomu lokalnego minimum sprzed kilku dni w okolicach 1430 pkt. W tym miejscu popyt nieco się uaktywnił, co pozwoliło w rezultacie odrobić ponad 10 pkt. Ale i tak indeks traci 2%. Obroty są bardzo niskie, ledwie przekroczyły 55 mln zł.

Taki początek sesji potwierdza, iż w obecnej chwili największym problemem rynku jest brak popytu, gdyż podaż nie jest już tak agresywna, jak w ubiegłych dwóch tygodniach. Trudno jednak myśleć o stabilizacji, nie wspominając już o wzrostach, bez strony kupującej. Zatem pytanie, czy jest szansa, że ona się ujawni jest zasadnicze. Przyjmując, że aktywność funduszy emerytalnych nie może się zbytnio zwiększyć ze względu na ograniczenia co do udziału akcji w całych aktywach (przyrost składek z lutego został w dużej mierze zneutralizowany spadkiem wartości aktywów), więc sytuację mógłby znacząco poprawić kapitał zagraniczny. Ten jednak ma bardzo ponętną alternatywę w postaci wysoce rentownych bonów skarbowych. Dodatkowo dochodzi element ryzyka kursowego, gdyż wobec perspektywy stopniowego obniżania stóp procentowych (jeśli zostanie zdyscyplinowana polityka fiskalna) albo w przypadku dalszego pogarszania się perspektyw naszej gospodarki, tak silny złoty w średnim terminie jest nie do utrzymania. W tym przypadku z ewentualnymi decyzjami zajęcia pozycji lepiej wstrzymać się do momentu osłabienia złotego. Chyba, że w oczach inwestorów zagranicznych nasze akcje mają taki potencjał wzrostu, który zneutralizuje zagrożenie związane z kursem walutowym.

Krzysztof Stępień

Analityk Parkietu