Do bardziej zdecydowanych rozstrzygnięć doszło na wczorajszej sesji. WIG20 nie zdołał utrzymać się powyżej poziomu wyznaczonego przez połowę świecy z 22 maja, ale też zniżka była w sumie niewielka zwłaszcza w obliczu dwóch bardzo niesprzyjających czynników za jakie trzeba uznać wyraźne pogorszenie się nastrojów na światowych rynkach, jak również decyzję o pozostawieniu przez RPP stóp procentowych na niezmienionym poziomie. To znalazło odzwierciedlenie w cenach naszych akcji, ale trzeba też dodać, że w przypadku większości z nich zniżki wynosiły w granicach 1%, czyli były dość symboliczne. Ich motorem były głównie trzy spółki: KGHM, Prokom i Softbank, a straty w ich przypadku były już znaczne i wyniosły 3-4%.
Trudno oprzeć się wrażeniu, iż spadki z ostatnich dni jest w głównej mierze wynikiem tego, co już kilkukrotnie na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy obserwowaliśmy, czyli wycofywania się popytu, a nie nagłego uaktywniania się podaży. Przekonuje do takiego stwierdzenia niski poziom obrotów, które utrzymują się na zniżkach. Niestety z tego faktu trudno jest wyciągnąć optymistyczne wnioski, bo do momentu bardziej zdecydowanych działań kupujących trudno myśleć o szybkim wyrwaniu się naszego parkietu z marazmu.
Poranne notowania kontraktów terminowych, jak również otwarcie na WIG20 wskazuje na to, że inwestorzy nadal trzymają nerwy na wodzy. Co prawda doszło do całkowitego zasłonięcia niewielkiej luki hossy z ubiegłego tygodnia, ale zniżka nie przekroczyła szczytu z 14 maja. WIG20 zaczął notowania od wartości 1442 pkt., po czym spadł do 1436 pkt., by w chwilę potem z nawiązką odrobić te straty i wzrosnąć do obecnych 1446 pkt. Obroty przez pierwsze pół godziny wyniosły 15 mln zł.
Krzysztof Stępień
Analityk Parkietu