Pomimo tego, że wczorajszy spadek nie był zbyt duży i w ostatniej godzinie doszło do dość spektakularnego odrobienia znacznej części strat, to trudno powiedzieć, by obraz rynku przynajmniej trochę się poprawił. Nadal jest źle i w zasadzie trudno odnaleźć jakiekolwiek optymistyczne sygnały na przyszłość. Jedynymi z nich są silne dywergencje na minutowych wskaźnikach, ale to może przyczynić się do zmiany sytuacji w ciągu dnia, więc jest to za słaby sygnał, by można go traktować poważnie z punktu widzenia koniunktury w najbliższych dniach.
Co więcej, może nieco paradoksalnie, wczorajszy zryw z końca sesji stanowi kolejne zagrożenie dla rynku, bo jeśli okaże się on tylko pułapką to ci, którzy wczoraj kupowali z nadzieją na trwalsze odbicie dołączą do sprzedających. Poza tym trudno dojrzeć się w tak szybkim ruchu wzrostowym elementów akumulacji walorów, więc uzasadnione wydaje się przypuszczenie, że ten przypływ optymizmu obróci się przeciw rynkowi.
Taką tezę zdaje się potwierdzać początek dzisiejszych notowań, który przynosi kolejne spadki. Nie przekroczyły one jeszcze poziomu wczorajszego minimum w okolicach 1270 pkt., więc nie są jeszcze zbyt groźne, ale pokazują, że końcówka poniedziałkowej sesji nie była pozytywnym wydarzeniem. To oczywiście nie przekreśla szans na poprawę notowań w dalszej ich części zwłaszcza, że prawdopodobny wydaje się ruch powrotny w kierunku przełamanego wsparcia w obszarze 1299-1317 pkt. Jednak niewielki zasięg ewentualnych wzrostów wraz z brakiem sygnałów poprawy sytuacji na rynku zachęcają do pozostawiania w dalszym ciągu poza nim.
Krzysztof Stępień
Analityk Parkietu