O ostatniej sesji trudno mówić inaczej, jak w kategoriach długo oczekiwanego wytchnienia od spadków. Oczywiście w przypadku tak wysokiej białej świecy rodzą się od razu wątpliwości, czy nie jest to może coś więcej, niż tylko lokalna korekta, ale wydaje się, iż w obecnej chwili argumenty na poparcie takiej tezy są bardzo słabe. Wśród nich można wymienić nastroje panujące na rynku, które bardzo dobrze obrazuje ton prawie wszystkich komentarzy i analiz giełdowych. Na próżno w nich szukać teorii zakładających wzrosty w niedalekiej przyszłości, a wskazuje się w nich, że jedyne na co mogą liczyć byki w obecnej chwili to niewielki ?ząbek? na wykresie indeksów. Paradoksalnie powszechność tej opinii zmniejsza jej wiarygodność, choć też nie ma co podejmować działań wyprzedzających zachowanie rynku. Trzeba zaczekać na rzeczywiste sygnały, świadczące o poprawie sytuacji.
Ciekawie przebiegają ostatnie notowania na rynku walutowym, co jest ważne w kontekście pojawiających się opinii, że słabość giełdy jest wynikiem dużego ryzyka kursowego. W środę nasza waluta osłabiła się względem dolara do mającej znaczenie z psychologicznego i technicznego punktu widzenia wartości 4 zł, a ewentualne jej pokonanie w najbliższych dniach mogłoby znacznie przyspieszyć deprecjację złotego. To oznaczałoby, że przy niezmieniających się cenach akcji w złotych, w wyrażeniu dolarowym taniałyby. Wraz z ogłaszaniem, głównie przez SLD, kolejnych ?cudownych? przedwyborczych metod uzdrowienia naszej gospodarki rynek powoli dyskontuje fakt zwycięstwa tej formacji w wyborach i oswaja się z nową logiką rządzenia. Dlatego można przypuszczać, iż wyniki wyborów parlamentarnych może już są po części wliczone w ceny akcji. Łącząc te dwa fakty można spodziewać się, że powtarzana często opinia, że wzrosty na rynku mogą nastąpić dopiero po wyborach, nie sprawdzi się.
Krzysztof Stępień
Analityk PARKIETU