Poniedziałkowe dobre wskazania z analizy technicznej w połączeniu z dużymi nadziejami graczy na kontynuację korekty nie pozwoliły mimo wszystko we wtorek wzrosnąć indeksowi zanadto. W zasadzie od samego początku notowań WIG20 spadał, by odreagować zniżkę tylko lekko pod koniec sesji. Tym samym wciąż oporem pozostaje przełamany dzień wcześniej poziom 1317 pkt., a o teście zasadniczej bariery podażowej na wysokości 1360 pkt. należy ostatecznie zapomnieć (choć fakt faktem, że nie było jakichkolwiek podstaw do prawie 40-punktowego ruchu wzrostowego liczonego od poniedziałkowego zamknięcia). Wypada postawić pytanie co dalej, szczególnie w obliczu zmieniającej się z dnia na dzień sytuacji technicznej WIG20. Byki pewne nadzieje miały jeszcze w związku z możliwością utrzymania horyzontu między 1300 a 1500 pkt., ale w tej chwili jest to już mało prawdopodobne.
Trwający tydzień przyniósł po prostu dwojakie informacje: złe ze sfery makro, które zostały uznane za dyskontowane przez indeks, i te prawdopodobnie (ale pozornie) dobre o stopach procentowych, na bazie których rynek próbował urosnąć. Jak krucha była to podstawa, przekonaliśmy się we wtorek. Optymizm nad wymiar był dla mnie bardzo krótkowzroczny, a jego skutek widać na wykresie. WIG20 ponownie znalazł się pod poziomem 1300 pkt., a ja nadal obstaję przy stanowisku, że lada dzień rozpocznie się (lub już się zaczęła) kolejna silna wyprzedaż i spadek co najmniej do poziomu poprzedniego dna. wtorkowa 2,5-proc. zniżka odbyła się przy małym obrocie, jednak ważniejsze jest to, że wolumen był mały, ale podczas wzrostowej sesji w poniedziałek. Optymizmu nie wnoszą też kontrakty na indeks, które nie obroniły poziomu 1295 pkt.
Dominik Staroń
analityk