Przez większą część sesji notowania przebiegały w wąskim 15-punktowym paśmie. W poniedziałek to jednak popyt się bronił, podczas gdy jeszcze kilka sesji temu to on był stroną atakującą. Optymizm oparty był na potencjalnym podwójnym dnie. Jednak już otwarcie było bardzo złe, a dzień zapoczątkowany został luką bessy.

Potem byki nie były nawet na tyle silne, by pokonać spadkową linię trendu (wykres 5-minutowy), która już 5 razy zatrzymywała mizerne zwyżki. Rozstrzygnięcie przyszło półtorej godziny przez zamknięciem.

Kontrakty spadły najpierw do poziomu około 1240 pkt., by w kolejnej fali wyprzedaży zaliczyć dzienne minimum na wysokości 1231 pkt. Wtorkowy open zdeterminują oczywiście notowania w USA, jednak uważam, że zniżki u nas zatrzymają się najwcześniej na poziomie wyznaczonym przez złoty współczynnik Fibonacciego (1220 pkt.).

Dominik Staroń

analityk