Marzec 1999?lipiec 2001. Mimo upływu ponad dwóch lat indeks spółek o największej kapitalizacji w ujęciu nominalnym znajduje się na tym samym poziomie. W latach 1995?2001 skumulowana stopa zwrotu z WIG20 wyniosła skromne 53% (nominalnie, rzecz jasna). Liczby te jednoznacznie uświadamiają, że to na rynku instrumentów wierzycielskich świeci słońce, a rynek akcji stanowi jedynie powód do zmartwień dla posiadaczy walorów krajowych blue chipów. Wysokie tempo dezinflacji zostało okupione spowolnieniem wzrostu gospodarczego. Zyski korporacji topnieją z zadziwiającą szybkością. Ogłoszone w sierpniu wyniki za II kwartał tego roku powinny być jeszcze gorsze niż kwartał i rok wcześniej. Ostatnia 150-pkt. obniżka stóp procentowych przez RPP była zgodna z oczekiwaniami inwestorów. Obniżyła jednocześnie koszty finansowania długiem aktywów spółek. Czerwiec był drugim miesiącem od rozpoczęcia akcji łagodzenia polityki monetarnej. Do tej pory do takiej sytuacji dochodziło dwukrotnie (1995, 1998). Pomiędzy drugim a trzecim miesiącem, kiedy stopy były niższe, było kształtowane dno, po czym rynek akcji rósł. Prawdopodobnie tym razem też tak będzie. Tyle tylko że wciąż nie widać oznak, by byk ubił dno do ataku, choć pod koniec lipca wypada dołek cyklu dziewięciomiesięcznego. Wiosenna próba utworzenia platformy dla wzrostów spełzła na niczym. Poniedziałkowe notowania dowodzą, że strona podażowa ani myśli spasować. Przełamanie wsparcia na wysokości 1235 pkt. będzie oznaczać, że kolejna linia obrony byków znajduje się w okolicach 1100 pkt. Rynek dyskontuje napływ rozczarowujących informacji, a tych wciąż nie brak.
Marcin T. Kuchciak
PARKIET