Właściwie już poniedziałkowa sesja wskazywała na to, iż na rynku nic dobrego dla posiadaczy długich pozycji nie mogło się wydarzyć. Przebita została bowiem bardzo istotna strefa wsparcia na poziomie 1250 ?1260 punktów. Wtorkowa sesja natomiast rozpoczęła się od wręcz podręcznikowego ruchu powrotnego, co jak zwykle stwarza pewne nadzieje bykom na odwrócenie trendu. Niestety i tym razem gracze mieli okazję przekonać się o tym, że z trendem się nie walczy. Od godzin południowych zaczęły panować zdecydowanie niedźwiedzie nastroje, a podaż dominowała. Na rynku terminowym ma miejsce się kolejna fala bessy, której zasięg w obecnej sytuacji jest trudny do oszacowania. Faza konsolidacji, z którą mieliśmy do czynienia w ubiegłym tygodniu sugeruje, iż minimalny zasięg spadków to 1175 punktów. Na ROC, czy Momentum można co prawda dopatrzyć się pozytywnych dywergencji, ale przy tak silnym trendzie nie należy ich interpretować jako sygnałów zajmowania długich pozycji. Sądzę, że dalsze spadki są nieuniknione. Pytanie tylko czy będą sprowadzały ceny powoli i stabilnie do niższych poziomów, czy doczekamy się gwałtownej fali wyprzedaży połączonej z paniką?
Piotr Zrobek
analityk