Tytuł tego wspaniałego filmu doskonale oddaje klimat polskiej giełdy. W środku gorącego lata, pomiędzy kolejnymi falami burz i powodzi jakie nawiedzają nasz kraj, wiele giełdowych spółek podjęło się ambitnego zadania: zanurkować jak najniżej doprowadzając giełdową cenę do skrajnego niedowartościowania. Dzisiaj pikowały takie firmy jak TP SA i Elektrim osiągając całkiem niezły wynik: kilku i kilkunastu czerwonych procent. Ale zwyciężczynią czwartkowych zawodów w skokach z trampoliny była Netia, której potrójna śruba w tył i osiągnięcie głębokości 20% były poza zasięgiem rywali. Ta spółka już nie jeden raz zaskoczyła rywali 1- gwoli ścisłości pierwsze notowanie po 120,50 PLN.
To że dzisiejsza sesja przywdzieje czerwone barwy wiadomo było już od wczoraj - negatywna końcówka krajowych notowań i spadek głównych indeksów na całym świecie. Mało kto spodziewał się jednak aż tak dramatycznego przebiegu czwartkowej sesji: byk dzielnie bronił się w narożniku nie pozwalając niedźwiedziowi przekroczyć poziomu 1120 punktów na Wigu20 - co nie do końca mu się udawało. Kiepska forma byka w ciągu ostatniego roku doprowadziła do utraty przez niego wiarygodności kredytowej o czym świadczą śladowe wręcz obroty jakie obserwujemy na głównym parkiecie GPW. Co ciekawsze koncentrują się one zaledwie na 10 spółkach. Nastaje zatem era głodu pieniądza inwestycyjnego.
Dobra postawa byka w trakcie dzisiejszej sesji pozwala mieć nadzieję, że wkrótce dojdzie na krajowym rynku do odreagowania ostatnich spadków. Jeśli przy tym nie nastąpi istotny wzrost wolumenu obrotu, będzie to po prostu kolejna krótkoterminowa korekta jakie obserwujemy w bessie. Jeśli jednak bykowi nie uda się obronić poziomu 1120 punktów (plus minus 3%) to niestety przyjdzie nam głęboko zaczerpnąć powietrza i dalej tonąć.
Ale dla odważnych graczy każda okazja czy też nawet lekki powiew zwyżki stanowi nowe wyzwanie - bo przecież na parkiecie pozostali już tylko sami twardziele - tacy jak ci z filmu Wielki błękit.
Krzysztof Borowski