Indeks spółek o największej kapitalizacji od kilku sesji nieustannie znajduje się w okolicach 1000 pkt. Rynek trwa w stanie zawieszenia, kreśląc trend horyzontalny. Z jednej strony znajdujemy się wciąż w bezpośredniej bliskości najważniejszego długoterminowego wsparcia (październikowe dno z 1998 roku na wysokości 970 pkt.). Obrona tego wsparcia nie wydaje się tak jednoznaczna, gdyż stronie popytowej najwyraźniej brakuje sił na przełamanie choćby krótkoterminowego oporu. Wyznacza go luka bessy z 21 września br. (1030?1040 pkt.).

Nad rynkiem ciąży zbyt wiele niewiadomych, aby można było oczekiwać trwałej zwyżki. Począwszy od sytuacji międzynarodowej, skończywszy na wydarzeniach w kraju. Niedzielne naloty na Afganistan niewiele zmieniły. Stanowią jedynie potwierdzenie determinacji Amerykanów, nie oznaczają jednak ostatecznego rozprawienia się z żądnymi odwetu talibami. Wiadomo, że odwet talibów może być niesłychanie uciążliwy i pogrążyć rynki akcji w dekoniunkturze. Fakt, że w kraju jesteśmy o krok od stworzenia rządu, wcale nie poprawia nastrojów inwestorów. Drakońska terapia gospodarki, jaka zapowiada się w następnym roku, będzie miała negatywny wpływ na wyniki spółek. W takim otoczeniu można jedynie zakładać korektę zniżek do poziomu 1300 pkt. Na razie jednak objawów odwrotu spadków nie widać, dlatego taki scenariusz jest mało prawdopodobny. Ryzykowne zatem wydaje się teraz akumulowanie akcji. Niepomyślna eskalacja konfliktu z terrorystami może doprowadzić do przełamania wspomnianego wsparcia, wówczas czeka nas kilkudziesięcioprocentowa przecena.

Marcin T. Kuchciak

PARKIET