Takim istotnym poziomem jest 1230-37 pkt., gdzie przebiega obecnie linia pociągnięta po dwóch ostatnich szczytach z listopada i grudnia i znajduje się górne ograniczenie luki bessy z 11 grudnia wraz z 38,2% zniesieniem półtoramiesięcznych spadków. Bez zdobycia przez byki tej bariery nie ma podstaw, by liczyć na dalsze odreagowanie, czy powrót do wzrostów, rozpoczętych w październiku (bo tego, że jesteśmy w fazie ich korekty nie da się jeszcze wykluczyć). Dopóki to nie stanie trzeba liczyć się z kontynuacją zniżek i z tym, że WIG20 już niedługo znajdzie się na poziomie około 1100 pkt.

Niewątpliwie negatywnym elementem aktualnej sytuacji naszego rynku jest fakt, że nie byliśmy w stanie zareagować na poprawę notowań na zagranicznych giełdach. Już nieraz tak bywało, że gdy potem następowały zniżki, to obejmowały one i nasz parkiet. Ostatnie sesje w USA potwierdzają tezę, że tamtejsze giełdy znajdują się w najlepszym wypadku w fazie odwracania trendów wzrostowych, a dużo bardziej zaawansowany w tym procesie jest Nasdaq. Charakterystyczna była reakcja na dobre dane gospodarcze z minionego piątku, które nie były w stanie wywołać silniejszej zwyżki. To skłania do postawienia tezy, że znaczna część ewentualnych dobrych informacji jest już w cenach akcji, a te złe mogą pociągnąć rynki w dół.

Reasumując nie widać powodów do zbytniego optymizmu jeśli chodzi o najbliższą przyszłość naszego rynku akcji. Bez zamknięcia WIG20 powyżej 1237 pkt., a potem przełamania głównej linii bessy przy 1250 pkt. nie może być mowy o trwalszej tendencji wzrostowej.