Pewna nerwowość jaką można było zaobserwować podczas wczorajszej sesji nowojorskiej wynikała przede wszystkim z niepewnej sytuacji na amerykańskich giełdach. Euro zyskiwało przez pewien czas na wartości dyskontując w ten sposób możliwe spadki na giełdach. Ostatecznie na zamknięciu sesji indeks DJI pozostał właściwie na poziomie notowanym na jej otwarciu. O ponad 0,9% zniżkował natomiast NASDAQ.

Wsparciem dla dolara (oraz amerykańskich indeksów giełdowych) stała się publikacja danych o wielkości grudniowych zamówień w przemyśle USA. Departament Handlu Stanów Zjednoczonych podał bowiem, że grudniowe zamówienia wzrosły o 1,2%. Dla porównania warto przypomnieć, że w listopadzie zanotowano ich spadek o 4,3%. Cały rok 2001 przyniósł spadek wielkości zamówień w przemyśle o 8,5%.

Mniej optymistycznych danych dostarczyła natomiast publikacja wskaźnika ISM dla sektora usług. Jego wartość spadła bowiem do 49,6 pkt. z wcześniej notowanych 50,1 pkt. Wartość indeksu poniżej 50 pkt. oznacza, że menedżerowie logistyki ocenili, że w styczniu sektor usług przeżywał recesję.

Podczas sesji azjatyckiej znacząco na wartości stracił japoński jen, a kurs USD/JPY osiągnął poziom 134,35. Waluta japońska traciła na wartość w wyniku obniżenia przez agencję Standard and Poor`s oceny ratingowej dla kilku japońskich banków. Agencja ta zapowiedziała też, że możliwe są dalsze obniżki ocen, jeżeli rząd Japonii nie podejmie zdecydowanych kroków mających na celu uzdrowienie sektora bankowego.

Dzisiejsza sesja powinna przynieść dalsze spadki EUR/USD docelowo w okolice poziomu 0,8600.