Proszę zauważyć, jak rynek zachował się w czwartek. Mimo że już kilka tygodni trwał spadek, to gwałtowne załamanie notowań nie przyniosło ucieczki od niezyskownych długich pozycji. Liczba otwartych pozycji zmniejszyła się na tamtej sesji o 300, ale to naprawdę niedużo w porównaniu z otwartych 20 tysiącami. Załamanie nie nastąpiło, bo ten, kto jest po stronie długiej, ma tę pewność, że rozliczenie kontraktów nastąpi po odpowiednio wysokim kursie.
Dlaczego atak na niezależność rynku miałby nastąpić właśnie teraz? Giełda raz na kwartał (przy okazji wygasania kontraktów) przeprowadza rewizję indeksów, ograniczając udział pojedynczych walorów do 10%. Między rewizjami udział spółek może znacznie przekraczać tę granicę. WIG20 głównie odzwierciedla kapitalizację walorów, dlatego im coś jest droższe, tym więcej znaczy w ramach indeksu. Zatem jakiś czas poświęcamy na wykreowanie lidera w indeksie (w tym wypadku Pekao), a kiedy do wygaśnięcia kontraktów jest niedaleko, zajmujemy pozycję długą. Teraz przy pomocy lidera bądź to trzymamy rynek w czasie spadków, bądź pchamy go do góry w czasie wzrostów. Stąd wniosek, że do trzeciego piątku marca spadków na giełdzie nie będzie.
Nie wiem, czy takie wytłumaczenie wzrostów jest choć w małej części prawdziwe. Ale z licznych, funkcjonujących ostatnio na rynku spiskowych teorii, tłumaczących kierunek zmian kursów na naszej giełdzie, ta najbardziej przypadła mi do gustu.
Tomasz Jóźwik
PARKIET