Powrót marazmu dodatkowo spotęgowało bezbarwne wystąpienie szefa FED Alana Greenspana, który co prawda stwierdził, że recesja w USA dobiega końca, ale nie można jednocześnie spodziewać się zbyt dużego ożywienia gospodarki. W takiej sytuacji inwestorzy poczuli się nieco zagubieni, a rynek ponownie opadał pod własnym ciężarem. Z punktu widzenia indeksu WIG20 ważne jest jednak, że zdołał on obronić wsparcie w okolicach 1350 pkt., a w odbiciu od niego pomogły pozytywne dane makroekonomiczne zza oceanu. Okazało się bowiem, że produkt krajowy brutto USA wzrósł w czwartym kwartale 2001 roku o 1,4 proc., co dosyć znacznie przewyższa oczekiwania tamtejszych analityków, którzy szacowali wzrost do wysokości maksimum 1 proc. Euforycznej reakcji na te dane jednak na początku sesji nie było i na ostateczną reakcję Wall Street w tej kwestii trzeba będzie jeszcze poczekać. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że paradoksalnie mogą one mieć negatywny wydźwięk, gdyż dynamika wzrostu całej gospodarki nie przekłada się jak dotąd w dostatecznym stopniu na wyniki finansowe spółek. Z drugiej strony kontrargumentem dla takiej oceny może okazać się opublikowany w czwartek wskaźnik Chicago PMI, który wzrósł do 53,1 proc. (oczekiwano 47 proc.).
Mirosław Stępień
DM PBK SA