Techniczny obraz rynku zaczyna niepokojąco przypominać sytuację sprzed 13 miesięcy, kiedy to po dynamicznej, ponad 20-proc., zwyżce z końca 2000 roku, WIG20 nie był już w styczniu 2001 zdolny do zareagowania na ówczesną poprawę sytuacji na globalnym rynku, spowodowaną pierwszą redukcją stóp procentowych FED z 3 stycznia. Wtedy linia trendu wzrostowego została przełamana na początku lutego i ceny krajowych akcji zniżkowały dynamicznie przez kolejne 5 tygodni. Jeśli ostatnia poprawa koniunktury na giełdach światowych, uzasadniona serią bardzo dobrych informacji makroekonomicznych z USA, okaże się nietrwała, to można się poważnie obawiać powtórki tego scenariusza na nieco mniejszą skalę (solidnym wsparciem dla WIG20 wydaje się poziom 1200 pkt.). Środowe dane o znacznie mniejszym niż spodziewany 1-proc., wzroście sprzedaży detalicznej w USA (+ 0,3 proc.), ponownie zasiały wątpliwości co do skali powszechnie oczekiwanego ożywienia gospodarczego.

Podane przez NBP w czwartek dane na temat podaży pieniądza w lutym, potwierdziły kontynuację trendu spadkowego rocznej dynamiki depozytów złotowych (+8,4 proc.), przy utrzymującej się stagnacji dynamiki kredytów (+7 proc.) W przeszłości przecinanie się rocznej dynamiki złotowych kredytów i depozytów sektora niefinansowego (XI`00-I`01, V`99, II`98, XI`96), było wielce wiarygodnym wskaźnikiem sygnalizującym rychłą zmianę kierunku polityki pieniężnej. Systematyczne zbliżanie się obu wielkości oraz najwyższa od końca 99 roku dynamika (roczna) pieniądza gotówkowego w obiegu sugerują, że - jak by to nie brzmiało nieprawdopodobnie z politycznego punktu widzenia - powoli trzeba zacząć zastanawiać się nad możliwością zakończenia trwającego od roku okresu łagodzenia polityki pieniężnej.

Wojciech Białek

SEB TFI SA