Wydaje się, że giełdzie brakuje obecnie impulsów, które wpłynęłyby na kierunek zmian indeksów. Niektóre spółki są już znacząco przecenione względem maksimów osiągniętych w styczniu br. (TP S.A., PKN), co zwiększa prawdopodobieństwo technicznej korekty spadków. Spółki, które osiągają dobre wyniki finansowe, wyceniane są jednak z premią (Pekao, Prokom, BZ WBK), co z kolei ogranicza ich dalszy potencjał wzrostowy.
W tej sytuacji o dalszym rozwoju koniunktury na GPW powinno zadecydować zachowanie giełd zagranicznych. Zarówno indeks S&P 500, jak i indeksy europejskie znajdują się wciąż w pobliżu ważnych oporów.
W dłuższym terminie dla kontynuowania wzrostów w Stanach Zjednoczonych niezbędna wydaje się poprawa zysków amerykańskich firm. Poprawa ta jest już w znacznym stopniu uwzględniona w cenach akcji, co można przypisać korzystnym danym makroekonomicznym z ostatnich miesięcy. Ze spółek dobiegają natomiast mniej jednoznaczne sygnały. Gdyby okazało się, że spodziewany wzrost zysków nie następuje lub jest mniejszy od oczekiwanego, oznaczałoby to, że procesy restrukturyzacyjne w spółkach nie zostały jeszcze zakończone. W takim przypadku, zamiast wzrostu inwestycji, należałoby oczekiwać raczej kolejnej fali redukowania działalności przez przedsiębiorstwa. Obawiam się, że w przypadku realizacji takiego scenariusza skala spadków na giełdach w dalszej części br. mogłaby okazać się znacząca.
Grzegorz Łętocha
PZU TFI