Licząc po cenach zamknięcia podobnie było na WIG20, który wyrównał otwarcie z 17 maja. Pomimo wielu wątpliwości w kwestii wiarygodności tego zdarzenia dopóki nie zostanie ono zanegowane trzeba się liczyć z jego konsekwencjami. A są one pozytywne dla posiadaczy akcji i zapowiadają przynajmniej ponowny test poziomu 1408-17 pkt., gdzie znajdują się marcowe maksima.
Ta dychotomia pomiędzy sygnałami technicznymi z naszego rynku a sytuacją na giełdach światowych znacznie utrudnia prognozowanie zdarzeń w krótkim terminie, choć naturalny wydawałby się spadek w ślad za zagranicą. I z tego punktu widzenia to może być sesja prawdy. Najpierw spadek WIG20 poniżej 1386 pkt., a potem poniżej połowy wczorajszej świecy zaneguje wybicie w górę z konsolidacji. Tym bardziej, jeśli towarzyszyć będą temu większe, niż wczoraj obroty.
Początek sesji pokazuje, ze inwestorzy próbują opanować nerwy i nie dopuścić do większego spadku. WIG20 otworzył się na poziomie 1382 pkt., by potem nawet wyjść na chwilę ponad poniedziałkowe zamknięcie. Teraz traci 0,5% i ma 1386 pkt. Obroty są znaczne i przekraczają 40 mln zł. To zapowiada interesujące notowania w czym chyba nie przeszkodzi nawet mecz Polaków na mistrzostwach. Od rana w Paryżu i Frankfurcie mamy silne spadki, które sprowadzają indeksy do poziomów najniższych od blisko 8 miesięcy.