W środę władze Nasdaq przezornie zawiesiły ich notowania.
Inwestorzy przerażeni kolejnym wybuchem enronitis pozbywali się akcji. Otwarcie na Nasdaq zgodnie z przypuszczeniami wypadło nisko (1 380 pkt.). Dołek z 21 września 2001 został przełamany (uwzględniając ceny zamknięcia). Jeśli uwzględniać wszystkie kursy z sesji to wsparcie wciąż trzymało się półtorej godziny po rozpoczęciu sesji. Złudzeń co do kierunku, w którym podążać będą notowania na Nasdaq, trzeba będzie się pozbyć w momencie przełamania poziomu 1 387 pkt. (dolny cień świecy wrześniowej). Spadki zdominują wówczas segment technologiczny na dobre. Impuls z rynku amerykańskiego natychmiast znalazł swoje odzwierciedlenie na europejskich rynkach. Największe z nich: niemiecki, brytyjski i francuski zgodnie zniżkowały.
Z punktu widzenia niedźwiedzi zła informacja WorldComu nie mogła zdarzyć się w lepszym momencie. Byki stawiały czoła i próbowały utrzymać dno wrześniowe. Informacja o nadużyciach może okazać się przysłowiowym gwoździem do trumny. Po raz kolejny utwierdza bowiem inwestorów w przekonaniu, że z czystością na rynku amerykańskim jest nadal krucho. Przypadek Enronu nie był odosobniony. Różnica pomiędzy tymi dwoma spółkami jest jednak taka, że kurs WorldComu od lipca 1999 roku dyskontował pogarszające się otoczenie wokół sektora telekomunikacyjnego (spadek z 60 USD do 1 USD), podczas gdy upadek Enronu jesienią ubiegłego roku był niespodziewany. Dodatkowo okazuje się, że władze WorldComu nie maczały palców w nagannych praktykach księgowych, zamazujących prawdziwy obraz koncernu. To okoliczności łagodzące. Rynek i tak wie swoje i słusznie oceni przypadek WorldComu.
Zapowiada się trudne lato. Całe szczęście, że nadchodzi październik...
Marcin T. Kuchciak