Mogą oni interpretować ten fakt jako dezaprobatę dla dotychczasowych działań ministra, które nie przyniosły utęsknionego ożywienia gospodarczego. A dla rynku, tego ożywienia oczekującego od kilku już miesięcy jest to poważny cios. Nie bez znaczenia są wtorkowe sygnały z amerykańskich giełd, gdzie stało się to, czego znaczna część obserwatorów rynku oczekiwała od dłuższego czasu.
Po przełamaniu się w poniedziałek przez Nasdaq poniżej wrześniowego dołka, wczoraj to samo zrobił S&P500, a poniżej dołka z końca października, zbiegającego się z 61,8% zniesieniem wzrostów, rozpoczętych na jesieni ub.r., spadł DJIA. To tylko potwierdza dominację trendu spadkowego w długim terminie, a rysująca się ogromna głowa z ramionami na wykresie S&P500 musi silnie oddziaływać na wyobraźnię inwestorów. Do tego wszystkiego dochodzi sprawa byłego prezesa Optimusa, która może podkopać zaufanie do zarządów polskich spółek. Biorąc pod uwagę skandale na dojrzałych rynkach takie obawy mogą pojawić się i u nas. Mieliśmy internetową hossę, możemy mieć i księgową bessę.
Już pierwsze minuty sesji pokazują w jak złej kondycji jest nasz parkiet. WIG20 otworzył się na niezwykle istotnym poziomie grudniowego dołka przy 1173 pkt., nieznacznie się odbił i mocno zanurkował poniżej tego wsparcia. Zapowiada to interesujące notowania, choć trudno już teraz rozstrzygać o losach wsparcia. Obroty i szerokość zniżek skłaniają do pogodzenia się z jego przełamaniem. Gdyby się to stało kolejne sesje mogłyby przynieść stabilizację rynku. Obrona 1173 pkt. na zamknięciu dałaby silne odbicie, ale na coś więcej w tej sytuacji nie można liczyć. Dodam, iż poziom 1173 pkt. jest w zasadzie ostatnim silnym wsparciem, broniącym rynek przed zniżką w kierunku 1000 pkt. Mają więc byki o co walczyć.