Przecena w Eurolandzie nie dała bykom zbyt wielkich szans i rynek dość szybko przeszedł na minusy. Mozolne odrabianie strat przez dalszą część notowań nie wpłynęło na polepszenie obrazu sesji.

Rynek znajduje się dalej w trendzie spadkowym. Potwierdzają to czarne korpusy świec oraz coraz niższe zamknięcia. Oporem dla ruchu wzrostowego jest poziom 1170 punktów i dopiero jego pokonanie może oznaczać, iż można liczyć się z poważniejszym odbiciem. O odwróceniu tendencji będzie można mówić po przebiciu 1210 punktów. Lokalnym wsparciem jest wtorkowe minimum, ale obawiam się, że poziom ten może zostać łatwo pokonany. Spowodowałoby to zniżkę do kolejnej bariery popytowej, która znajduje się dopiero w okolicach 1110 punktów. MACD wyhamował spadek, jednak sygnał kupna na tym wskaźniku jeszcze się nie pojawił. Odbicie od średniej i dalsza zniżka będą oznaczały kolejną silną falę bessy.

Sądzę, że jedynym zagrożeniem dla obecnego trendu jest radykalna poprawa na rynkach światowych. Jeżeli nie nastąpi, dalej będziemy notować coraz niższe poziomy. Należy pamiętać, że wzrost nawet o kilkadziesiąt punktów będzie tylko korektą średnioterminowego trendu, który powinien sięgnąć co najmniej 1000 punktów. Utrzymywanie krótkich pozycji jest w związku z tym jedynym słusznym rozwiązaniem. Duże wyprzedanie nie może być podstawą do łapania dołka, które niestety z reguły kończy się niemiło, tak jak miało to miejsce w ubiegłym tygodniu.

Piotr Zrobek

analityk niezrzeszony