Obroty są duże, szerokość zniżkowego rynku również. Do tego na niektórych spółkach przecena jest bardzo poważna. To tworzy negatywny obraz pierwszej godziny sesji i stawia byki w trudnym położeniu. Już na samym początku dały się zepchnąć do poziomu 1220 pkt. Do obrony wsparcia potrzeba odrobienia całego spadku, co w kontekście przebiegu czwartkowej sesji, uwypuklającej determinację sprzedających, jest mało prawdopodobne.
Głównej przyczyny wyzwolenia podaży należy upatrywać w zakończeniu sesji na amerykańskich giełdach. Wyniki firm w większości są zgodne z prognozami, ale te prognozy wcześniej zostały mocno ograniczone. Dlatego realnie patrząc firmy nie mają się czym pochwalić, a w dodatku z dużą ostrożnością wypowiadają się o przyszłości. To nie może się spotkać z aprobatą inwestorów i tak już zmęczonych przedłużającymi się spadkami. Do tego, co jakichś czas rodzą się kolejne nadzieje na trwalszą poprawę koniunktury, które później okazują się płonne. Dlatego nie ma co dziwić zniechęceniu do akcji.
Do tego dziś rano fatalne wyniki opublikował Ericsson, co przepełniło czarę goryczy i wywołało duże zniżki w Eurolandzie. Pozbawiają one wątpliwości, że ostatnie wzrosty były ruchami powrotnymi po przełamaniu wsparć - dla TFSE i CAC wrześniowych dołków, dla DAX czerwcowego minimum.
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden element. Na podobieństwo zachowań naszego rynku i rynku węgierskiego. Wczoraj oba wyraźnie spadły, dziś oba przebijają poprzednie minima. W sumie pytanie na dalszą część notowań brzmi bardziej, jak głęboko spadniemy, niż czy do tego spadku dojdzie. Musiałoby się wydarzyć coś nadzwyczajnego, by odmienić losy sesji. Nie będzie to raczej decyzja RPP w sprawie stóp procentowych.