W przypadku DAX-a oznacza to przełamanie ubiegłorocznego dołka, co z kolei dla tego indeksu jest zapowiedzią dalszej przeceny. U nas sytuacja wygląda równie źle. WIG20 traci blisko 3% i spada w pobliże wsparcia, wyznaczanego przez połowę świecy z 10 października. Po drodze z dużą luką bessy przełamał wsparcie, wynikające z górnego ograniczenia tej świecy, co dobrze pokazuje determinację niedźwiedzi. Te pesymistyczne sygnały potwierdza WIG, który znajduje się poniżej 13185 pkt., gdzie znajduje się lokalny szczyt z września ub.r. i 61,8% zniesienie jesienno-zimowej zwyżki.
Widać wyraźnie, że rynki zostały zdominowane przez emocje, co wprowadza dodatkowy element ryzyka zwiększonej zmienności. Pojawiają się spekulacje, czy dojdzie do interwencji w obronie amerykańskiego rynku akcji, który jest wiązany z efektem bogactwa. To nie sprzyja racjonalnej ocenie krótkookresowej sytuacji. Wiadomo, że tak głębokie i dynamiczne zniżki rodzą nadzieje na mocne odbicia. Tyle, że minęło ponad półtora miesiąca spadków, a mieliśmy raptem dwa większe odreagowania. To świadczy raczej o sile trendu, a opieranie decyzji na wyprzedaniu rynku nie jest najlepszym rozwiązaniem. Musimy wziąć pod uwagę przyczyny jesienno-zimowego wzrostu, którym było oczekiwanie na ożywienie gospodarcze. Okazuje się, iż przesłanki były fałszywe, więc ci, którzy w oparciu o nie kupowali decydują się na szybkie skracanie pozycji. Jedynym rozwiązaniem w tej chwili jest trzymanie się trendu, choć jednocześnie trudno jest znaleźć dobre rozwiązanie dla posiadaczy akcji. Ich straty są ostatnio duże i co gorsza stale rosną. Czekanie na odbicie może je tylko powiększyć. A, że wielu czeka na odbicie, by na nim zamknąć pozycje, widać było na sesjach z ubiegłego tygodnia, szczególnie w czwartek. Z drugiej strony sprzedawanie teraz może okazać się frustrujące w momencie gdy rynek zaraz po naszej decyzji pójdzie w górę.