Szkoda, że oba ze sobą mocno powiązane. Pierwszym były nadzwyczaj podejrzane transakcje na kontraktach na WIG20, a drugim następujący po nich ogromny wzrost, który dawać może nadzieję na dłuższe wyhamowanie przeceny.
Przy odbijającym Eurolandzie najpierw nastąpił pierwszy mały ruch w okolice 1041 pkt. i to by jeszcze nikogo nie zdziwiło. Rynek był przecież ekstremalnie wyprzedany i aż palił się do odreagowania. Jednak zachowanie kupującego w tym momencie było nadzwyczaj nietypowe i podejrzane. Uwagę natychmiast zwróciły ogromne zlecenia wystawiane nawet po 300 szt. kontraktów. Takie oferty na tak płynnym rynku nie są z reguły niczym nadzwyczajnym, ale nigdy nie pochodzą od jednej osoby! Nie był to odosobniony przypadek, ale cała seria zleceń na bardzo pokaźne sumy. Nie trudno się domyślić, że ten początkowy 10-pkt. rajd miał na celu podniesienie rynku, by zebrać na tyle dużą podaż, by prawie 1000 szt. kontraktów mogło być kupione szybko i bez zbytniego podnoszenia ceny. Wszystko przy całkowitej bierności rynku kasowego, choć oczywiście minutę po zakończonym skupowaniu kontraktów pojawił się rekordowy popyt na akcjach. Przypadek?
Nie ma inwestora, który podjąłby tak duże ryzyko grania na długiej pozycji (na rozciągniętej jeszcze wtedy bazie) przy tak głębokich przecenach, nie mając pewności, że rynek ruszy do góry. Pewność taką mogą mieć tylko osoby powiązane z funduszami lub znające ich intencje. Ocenę pozostawię czytelnikom lub KPWiG, choć w jej sprawność od wielu lat powątpiewam.
Marek Pryzmont
PARKIET