Jeżeli do tego dodamy natychmiastowe kupowanie każdego spadku, to może świadczyć tylko o jednym: w USA rozpoczęła się długo oczekiwana letnia hossa.

Patrząc na zachowanie inwestorów, których ogarnęła swoista panika kupna, nasuwają się pewne analogie z okresem tuż po ataku z 11 września u.br. Co prawda teraz rynki reagują na zgoła inne czynniki, ale zachowanie inwestorów jest identyczne. Trzymając się więc tej analogii, można by zakładać, iż podobnie jak wtedy, czołowe indeksy odrobią od 60 do 70% bezpośrednio poprzedzających je spadków. Oznaczałoby to więc, że w ciągu najbliższych 2-3 miesięcy Dow Jones wróci do 9500-10000 pkt., S&P 500 - 1050 pkt., a Nasdaq Composite do 1750 pkt. Dość odważna to prognoza, ale o ile jeszcze w przypadku Średniej Przemysłowej możliwa do zrealizowania (na wykresie DJIA mamy klasyczne sygnały kupna, potwierdzone przez powrót powyżej 8235 pkt. - dołek z 21 września ub.r.), to niestety w pozostałych dwóch przypadkach jest ona mało realna. Dlatego też, najbezpieczniej jest przyjąć, że ostatnie wzrosty to jedynie ruch powrotny do zeszłorocznych minimów, czyli 966 pkt. dla S&P500 i 1396 pkt. dla Nasdaq Comp. Poziomy te są niezwykle istotne dla rynku, bowiem odbicie od nich będzie oznaczało koniec letniej hossy i powrót do spadków, natomiast ich przełamanie będzie pierwszym silnym sygnałem zakończenia prawie 3-letniej bessy. Na dzień dzisiejszy ten drugi scenariusz uznawany jest oczywiście za fikcje, zwłaszcza że coraz więcej sygnałów nakazuje przygotować się na powrót recesji. Jeżeli jednak rynek dalej będzie się wspinał, nie zważając na złe newsy dochodzące zarówno ze sfery makro, jak i mikro, to trzeba będzie poważnie zastanowić się nad taką ewentualnością. W końcu rynek ma zawsze rację.

Marcin R. Kiepas

analityk niezrzeszony