Znajdujemy się w takim momencie, gdy inwestorzy nadal nie wiedzą do końca, jak będą rozgrywać się dalsze wypadki na zagranicznych giełdach i żadna ze stron nie chce podjąć bardziej zdecydowanych działań. Posiadacze akcji liczą na kontynuację odbicia i tym samym możliwość sprzedaży akcji po wyższych cenach, z drugiej strony mocne spadki na wczorajszych sesjach na świecie nie zachęcają do mocniejszego kupna. Niewykluczone więc, że dziś znowu będzie trwał swoisty klincz i niewiele się wyjaśni. No chyba, że inwestorzy w Eurolandzie w obawie przed kolejnymi złymi informacji makro z gospodarki USA zaczną mocniej wyprzedawać akcje. A tych danych jest dziś znów sporo. I to dużego kalibru. Wszystko powinno się rozegrać o 14.30, kiedy zostaną podane dane z rynku pracy i sektora konsumenckiego.
Nam pozostaje obserwować głownie dwa poziomy: 1090 pkt., które przez dwie ostatnie sesje powstrzymywało wzrosty i 1056 pkt., które ograniczało zniżki w poniedziałek i wtorek. Na razie trwająca korekta nie zrobiła większego wrażenia. Nie mieliśmy żadnej sesji podczas której indeks wzrósłby wyraźnie przy sporym obrocie i dużej szerokości rynku. To nienajlepiej świadczy o sile popytu. Wydaje się więc, że jeżeli tylko podaż znów wejdzie do akcji, spadki mogą znów zagościć na parkiecie.
We wstępnej fazie notowań trudno wyróżnić którąś ze spółek. Zmiany cen są minimalne, choć obroty nieco większe, niż wczoraj. Niewykluczone, że do 14.30 będziemy mieli wyczekiwanie na dane, a indeks będzie falował w rytm koniunktury w Eurolandzie.