Indeks na otwarcie także ucierpiał, realizując niemal idealnie spadek wyznaczony przez wybicie z ostatniego kanału wzrostowego. Z tego poziomu rynki szybko ruszyły w kierunku poniedziałkowego zamknięcia, w czym bardzo mocno pomogły giełdy Eurolandu. Tam ostatnie kilka dni mogliśmy obserwować spore przeceny, a bliskość ostatnich dołków i spodziewana jeszcze jedna fala wzrostowa, dały w końcu trochę optymizmu, co pozwoliło naszym kontraktom wrócić w obszar konsolidacji i szczytów z poniedziałku. Na więcej nie starczyło siły, bądź to z tradycji zatrzymania wzrostu przed średnią kroczącą, bądź ze strachu przez wynikami amerykańskiego giganta Cisco.
Paradoksalnie to właśnie ta spółka, a nie nasz rodzimy okręt flagowy Pekao, może zadecydować o koniunkturze na następnych sesjach. W momencie pisania tego tekstu nie znam jeszcze wyników, więc wypowiadanie się na temat środowej sesji byłoby trochę zagraniem w ciemno. Wiadomym jest jedynie, że Cisco jest spółką mocno przewartościowaną, ale jej konferencje i prognozy są pokazem krasomówczych zdolności prezesa. Tak więc naprawdę najbardziej liczy się sama reakcja inwestorów, a nie wielkość zysku. Posesyjny optymizm w USA pozwoli kontraktom zapewne już na otwarcie pokonać średnią i zaatakować szczyty konsolidacji na 1088 pkt., natomiast rozczarowanie to ponowny test dzisiejszych dołków.
Marek Pryzmont
PARKIET