Po wcześniejszych byczych harcach kontrakty otworzyły się spadkiem na 1089 pkt., czyli bardzo blisko górnego ograniczenia ostatniej konsolidacji. Zamknięcie wypadło zaledwie 3 pkt. niżej, a w międzyczasie połowa notowań to powolny zjazd aż do 1072 pkt. i niemal lustrzana wspinaczka w drugiej części sesji. Warto przy tym zauważyć, gdzie zatrzymał się spadek. Niedźwiedzie nie zdołały zejść nawet poniżej przyspieszonej linii trendu, a także 55--sesyjnej średniej kroczącej. Była to pierwsza sesja od początku czerwca, na której kontrakty przez cały dzień przebywały nad średnią. Trudno traktować tak prostą średnią jak system transakcyjny, ale jej utrzymanie zdecydowanie potwierdza pozytywne sygnały, jakie od dłuższego czasu pojawiają się na większości wskaźników. Dopóki nie padną narysowane na wykresie wsparcia, można w krótkim terminie zachować optymizm.

Przy okazji wtorkowego byczego ataku warto zauważyć analogię do majowego mocnego wzrostu (wybicia z klina). Wtedy również notowania ulubionych przez fundusze spółek wzrosły bez fundamentalnych podstaw (po fatalnych wynikach). Spekulacyjny rajd musieliśmy później boleśnie odchorować i jeśli zgodnie z oczekiwaniami światowe giełdy po korekcie znów wrócą do trendu spadkowego, to obecny ruch wzrostowy przysporzy tylko później cierpienia bykom. Mimo wszystko, na razie pozostaję umiarkowanym optymistą.

Marek Pryzmont

PARKIET