W sumie więc z początkowej zwyżki nie zostało już wiele, choć to ostatecznie nie przesądza o tym, że wczorajszy rajd był jedynie pułapką. Jednak przyglądając się poszczególnym spółkom widać, iż podaż postawiła silne zapory przy oporach. Chodzi tu m.in. o linię trendu dla Tepsy, dołek z 16 lipca dla Pekao i BPH PBK, linię kilkumiesięcznego trendu spadkowego dla Prokomu. Na wielu spółkach takich, jak: KGHM, Softbank, Orbis, PKN, Prokom ostatni wzrost prawie nic nie zmienia, a pozwala odrobić część przeceny z poprzednich dni.

Zresztą cała korekta, trwająca od miesiąca, coraz bardziej przypomina to, co działo się na wiosnę 2000 r., kiedy kończyła się hossa internetowa. Wtedy po silnej fali spadków spółek komputerowych nastąpiło bardzo mocne odbicie i dopiero po nim zaczął się właściwy trend spadkowy. Tą analogię można teraz zastosować do sektora bankowego, który od jesieni do wiosny znajdował się w silnym trendzie wzrostowym. Od czerwca zanotował wyraźną przecenę, by w minionych tygodniach silnie się odbić. Jednak te odbicia w wielu przypadkach odbywały się przy niewielkich obrotach. Oczywiście mam świadomość różnic obu tych sytuacji, ale wskazuję na pewien mechanizm. Inwestorzy nadal mają nadzieję, ze to banki będą najsilniejsze na rynku i bagatelizują ich rzeczywistą sytuację fundamentalną i kiepskie perspektywy na resztę roku.

Od strony technicznej WIG20 próbował zakryć lukę bessy z 19 lipca, ale to się nie udało. Z uwagi na duże obroty, świadczące o znacznej mobilizacji popytu, można się spodziewać, ze teraz inicjatywę przejmą niedźwiedzie. Liczę się z możliwością dotarcia WIG20 do 1151 pkt., choć nie wykluczam, iż realizacja zasięgu wzrostów z podwójnego dna może wyczerpać potencjał korekty. Kluczowe wsparcie to 1087 pkt.