Ta ostrożność powinna być tym większa, że indeksy amerykańskie dotarły wczoraj do silnych oporów, stwarzając zagrożenie wystąpieniem odreagowania zwyżek, czy nawet, co bardziej prawdopodobne, powrotu do głównego trendu. Nie należy się przy tym raczej spodziewać, by nasz rynek od razu zareagował na ewentualne pogorszenie koniunktury na światowych giełdach. Od dłuższego czasu obserwujemy, że na samym końcu podąża on za trendami z największych giełd, więc pewnie tak będzie i teraz. W związku z tym w krótkim terminie zagrożenie powrotem bessy na zagraniczne parkiety powinno ograniczać możliwość dalszej aprecjacji cen u nas. Dla mnie taką silną barierą podażową jest poziom 1151 pkt. dla WIG20. Wczoraj indeks w ciągu dnia zbliżył się do tego poziomu, ale zamknąć się dużo niżej. Duże obroty były znakiem sporej podaży na tym poziomie. Ale nie wyklucza to chyba jeszcze możliwości, że byki jeszcze raz ten opór spróbują zaatakować. Jeśli tak by się stało będzie to raczej sposobność do opuszczenia rynku, niż zachęta do kupowania akcji.
Realizacja tego pesymistycznego scenariusza jest uzależniona w największym stopniu od zachowania amerykańskich indeksów na dzisiejszej sesji. Każdy większy wzrost, szczególnie S&P500, doprowadzi do pokonania silnego oporu i tym samym pozwoli zamknąć tydzień ponad linią szyi głowy z ramionami, która straszy w długim terminie. Zanegowanie tej formacji przyczyniłoby się zapewne do dalszej poprawy nastrojów. Jednak w trendzie spadkowym należy zakładać raczej odbicie od oporu, niż jego przełamanie. Przynajmniej pierwsza próba powinna być nieudana.