W najbardziej pesymistycznym scenariuszu w niedługim czasie dojdzie do powrotu bessy na rynki. W tym tygodniu w USA zostanie opublikowanych dużo ważnych danych makro i reakcja inwestorów na nie będzie bardzo cenną informacją na przyszłość.

Jeśli chodzi o nasz rynek to piątek pokazał, że atak popytu był krótkotrwały. Indeksy urosły bardziej siłą rozpędu i w wyniku braku podaży, niż rzeczywistej chęci kupna. To sugeruje, że gdyby na świecie pogorszyła się koniunktura, to u nas nie będzie komu bronić rynku przed zniżkami. Na razie czeka nas chyba jednak okres niewielkich wahań cen przynajmniej do momentu przełamania przez amerykańskie i europejskie indeksy krótkoterminowych linii trendu wzrostowego. W mniej realnym, optymistycznym wariancie, przebicie się wskaźników z amerykańskich giełd ponad dołki z września ub.r., dałoby pozytywny impuls naszemu parkietowi.

Warto zauważyć, iż ocieplenie koniunktury, obserwowane od końca lipca, zawdzięczamy głownie sektorowi bankowemu. Branża informatyczna stoi w miejscu tak samo, jak PKN, czy KGHM. Sporo zyskała Tepsa, ale ona bardzo dużo spadła w czerwcu i jako pierwsza zbliżyła się do ubiegłorocznego minimum. Tak więc zwyżki nie były zbyt szerokie i tego wrażenia nie zmieniła bardzo mocna środowa sesja. WIG20 ma wsparcie w okolicach 1100 pkt., oporem jest 1151 pkt. Obie te wartości są dziś raczej bezpieczne.