Otwarcie nie było jeszcze takie złe, ale niestety okazało się jednym z najwyższych poziomów całej sesji. Kontrakt na WIG20 wtorkowy rajdu ku słońcu, niczym mitologiczny Ikar, który poczuł się zbyt swobodnie, zamienił na lot zdecydowanie zbliżający do ziemi. My mamy jeszcze tyle szczęścia, że od razu nie grozi nam upadek. Do gruntu sporo brakuje.
Co można o takiej sesji sądzić? Zdecydowanie popsuła nastroje wielu bykom. Tego można być pewnym. Wydźwięk takiego zachowania rynku nie jest oczywiście zbyt optymistyczny, ale ja jeszcze bym nie dramatyzował. Wprawdzie z wybicia nad 1144 pkt. nici, to jednak poziom konsolidacji, który na wykresie przybrał kształt formacji chorągiewki, zatrzymał spadek cen. Można przyjąć, że sukces niedźwiedzi w postaci zejścia poniżej jej poziomu powinien zaowocować zamknięciem długich pozycji. Z otwarciem krótkich jednak bym się wstrzymał.
Po pierwsze, nadal znajdujemy się nad średnią kroczącą, a to daje, mimo wszystko, większe szanse bykom, a nie niedźwiedziom. Po drugie, na wykresie widać dwie linie trendu wzrostowego. Jak w takim razie otwierać krótkie pozycje, skoro narzędzia sygnalizują trend wzrostowy? Oczywiście spadek z 1179 do 1130 pkt. może budzić obawy, czy przypadkiem nie wracamy do spadków. O tym jednak przekonamy się dopiero po pokonaniu linii trendu. Zwrócę jeszcze uwagę na jeden fakt. Od szczytu zjechaliśmy 49 pkt., podczas gdy cały wzrost od dołka wyniósł 154 pkt. Czy takiego spadku nie można uważać za korektę? Warto więc trzymać nerwy na wodzy i nie poddawać się emocjom. Na razie wypada wstrzymać się ze zbyt pesymistycznymi ocenami.
Kamil
Jaros