Szerokość spadającego rynku i determinacja z jaką drugi dzień z rzędu wyrzucane były akcje wskazuje, iż nie jest to koniec spadków. Zmiana nastrojów w ciągu zaledwie kilku dni była spowodowana w dużej części osłabieniem klimatu inwestycyjnego na giełdach zagranicznych. Fakt znalezienia się zarówno DJIA jaki i S&P 500 poniżej średnich 45-sesyjnych, oznacza, że spadki na świecie szybko się nie skończą. Przy zniknięciu lokalnego czynnika jakim było oczekiwanie na obniżkę stóp procentowych potwierdza to słabe perspektywy naszego rynku.

Najważniejsze wsparcie dla kontraktów znajduje się obecnie w okolicach 1102 punktów. W pobliżu tego poziomu znajduje się linia krótkoterminowego trendu wzrostowego, średnia 15-sesyjna, połowa białej świecy z 21 sierpnia oraz 50% zniesienie całej ostatniej fali wzrostowej. Jest to wsparcie, które może powstrzymać napór niedźwiedzi w czasie jednej sesji, ale na pewno nie w dłuższym terminie. Zakończone we wtorek wzrosty należy traktować tylko i wyłącznie jako korektę ostatniej przeceny. To oznacza, iż obecna fala nie zakończy się wcześniej niż przed testowaniem lokalnego dna z 26 lipca, które znajduje się na poziomie 1025 punktów. Na tym poziomie spadki powinny się zatrzymać, ale tym razem nie na długo i w średnim terminie czeka nas testowanie dna z października zeszłego roku, które znajduje się na 972 punktów.

Marcin Rams

BDM