Jedyne, co w tej chwili może jeszcze być powodem zadumy nad kontynuacją tej tendencji, jest fakt, że ceny kontraktów zbliżyły się do poziomu dołka z lipca tego roku. To każe sądzić, że wśród inwestorów znajdą się chętni do wejścia na długą stronę rynku. Przesłanką takiego zachowania może być przypuszczenie, że lipcowy dołek nie zostanie jednak pokonany, a ceny zamiast spadać, zaczną rosnąć. Mówiłoby się wtedy o możliwości zaistnienia średnioterminowej formacji podwójnego dna. Jakkolwiek taka możliwość oczywiście istnieje, to jednak widać, że na razie jest to tylko hipoteza, która w konfrontacji z obecnym zachowaniem ma małe szanse realizacji.
Drugim aspektem dzisiejszej sesji, która może wzbudzić lekki niepokój wśród posiadaczy krótkich pozycji, jest fakt spadku cen przy równoczesnym spadku wartości obrotów. Jak wiadomo, by trend uważać za mocny, obroty muszą rosnąć, gdy ceny poruszają się w jego kierunku. Dzisiaj ta zależność nie została zachowana. Mimo spadku cen kontraktów, obroty spadły. Czy można zatem sądzić, że trend słabnie? Myślę, że takie wnioski są przedwczesne. Patrząc na zachowanie rynku kasowego, o trend można się nie martwić. Tam indeks WIG20 wykonał ruch korekcyjny (nie zanotowano nowego minimum), a obroty spadły. Jako że rynek kasowy jest ważniejszy, można przypuszczać, iż na rynku terminowym mamy po prostu do czynienia z korektą w biegu, czyli tylko spowolnieniem spadku. Poza tym łapanie dołków nie jest naszym celem. Celem jest zarobek, a ten na razie notują głównie posiadacze krótkich pozycji. Na zmianę nastawienia potrzeba czegoś więcej niż tylko przypuszczeń.
Kamil Jaros
PARKIET