Na wykresie mamy w rezultacie świecę o dolnym cieniu i białym korpusie, ale nie wydaje się by był to wystarczający argument pozwalający spodziewać się większego ruchu wzrostowego. Wystarczy bowiem zwrócić uwagę na ujemną bazę, która na zamknięciu wyniosła ponad 8 pkt., by przekonać się, że inwestorzy niezbyt wierzą w możliwość wyraźniejszej poprawy koniunktury w najbliższym czasie.

Piątkowe notowania za oceanem nie powinny mieć raczej większego wpływu na dzisiejszą sesję na kontraktach. W pierwszej fazie możliwe są wprawdzie próby podciągnięcia rynku, ale nawet w bardziej optymistycznym wariancie wystarczającą zaporą dla wzrostu powinna okazać się strefa ok. 1084-1090 pkt. W tym rejonie mamy bowiem silne opory w postaci otwarcia wysokiej czarnej świecy z czwartku oraz linia pond dwutygodniowych spadków z końca sierpnia br. Jest raczej mało prawdopodobne, by wkrótce byki zdołały uporać się z tym ograniczeniem i w perspektywie najbliższych kilku sesji należy liczyć się z groźbą powrotu w okolice dołków z końca lipca i początku września br. w przedziale 1025-1028 pkt. Możliwość taką sugeruje również zachowanie niektórych wskaźników, jak chociażby nieudana próba testu linii sygnału przez MACD, czy pozostający w trendzie spadkowym ROC, które świadczy o niewielkim potencjale popytu w chwili obecnej.