Na korzyść byków przemawia skala aktywności inwestorów, pozostająca eufemistycznie mówiąc na umiarkowanym poziomie. Obroty przekroczyły 50 mln zł. Za to bardzo duża jest szerokość spadku, bo z WIG20 na wartości traci aż 18 spółek. Widać jednak, że bez banków rynkowi trudno jest mocniej spaść.
WIG20 po okresie konsolidacji zdołał powrócić w rejon 1040 pkt. To sugeruje, że wkraczamy w decydujący moment sesji, bo albo indeks odbije się od tego poziomu i znów skieruje się do 1030 pkt., albo też go przekroczy, co otworzyłoby drogę do powtórki czwartkowego scenariusza.
Wiele zależeć tu będzie od notowań w Eurolandzie. Po silnym spadku z początku notowań indeksy odrobiły sporą część strat, ale w dalszym ciągu pozostają po południowej stronie. Kolejny dzień przeceny mamy też na giełdach w Pradze i Budapeszcie. BUX spada 6 sesję z rzędu i zbliżył się do lipcowego dołka. Jeśli mocniejsze spadki wrócą na giełdy Eurolandu, powinno to pchnąć w dół nasz parkiet.
Nóż na gardle mają miedziowe byki. Spadające nadal ceny surowca odbijają się na notowaniach KGHM, który spada w okolice ostatnich minimów przy 10,50 zł. Zamknięcie poniżej tej wartości ostatecznie przekona o rozpoczęciu kolejnej fali zniżek i zaowocuje ustanowieniem historycznego minimum. Z wysokości dwumiesięcznej konsolidacji wynika spadek przynajmniej do 9,30 zł. Historyczny dołek z 1998 r. wynosi 9,65 zł. Niedźwiedziom cały czas utrudniają życie banki, tracące bardzo umiarkowanie po informacji z Kredyt Banku. Uzasadniona jest jednak obawa, że złe informacje kumulują się na rynku i znajdą ujście w dynamicznym ruchu w dół. Wygląda na to, że dziś raczej on już nie wystąpi.
Krzysztof Stępień