Pozostając pesymistą świadomym zagrożeń dla koniunktury na naszym parkiecie i wyrażającym dość jednoznaczną opinię o rynku staram się nie poddawać wrażeniu, iż pozostanie on oazą spokoju, gdy na innych giełdach panuje silna bessa. Ale takie właśnie wrażenie powstaje po sesjach z minionych dwóch tygodni i coraz bardziej aktualne staje się pytanie, co jeszcze takiego musi się zdarzyć, by wyrwać nas z marazmu. Jeśli miałyby to być wyniki za III kwartał to jeszcze przyjdzie nam się trochę pomęczyć. A może przełamanie przez BUX-a lipcowego dołka zachowałoby mitem, że giełdy naszego regionu są zdecydowanie lepiej postrzegane przez inwestorów. A może obawa o przebieg dzisiejszych notowań w USA zepchnie indeksy Eurolandu na minusy, a my podążymy za tym, co skutkowałoby ponownym wejściem w obszar 1030-40 pkt. i dawało nadzieję na rozstrzygnięcie.
Obraz spółek nie pomaga prognozować przyszłych zdarzeń. Źle ma się Orbis, który spada poniżej dołka sprzed 3 miesięcy, czym (o ile takie będzie zamknięcie) przesądza o powrocie do głównego trendu. Z uwagi na znaczne zaangażowanie OFE w tą spółkę można to traktować jako kolejny sygnał ostrzegawczy, że zarządzający nie będą za wszelką cenę bronić obecnych kursów. Ale też Orbis od dłuższego czasu pozostaje poza głównym nurtem wydarzeń na parkiecie i ma niewielki wpływ na indeksy. Zatem czekamy dalej. Spadek poniżej 1035 pkt. albo wzrost ponad 1053 pkt. mógłby nieco ożywić inwestorów.
Krzysztof Stępień
Analityk Parkietu