Powoli ja sam tracę wiarę w to, że nasz rynek wreszcie zakończy ten marazm, choć dość zdecydowanie wyrażam swoje pesymistyczne poglądy. Ale akurat to może dobry znak, że rynek przekonuje, że nic się w bliskiej przyszłości nie zmieni.
Tak naprawdę trudno cokolwiek dodać do pisanych od początku tego tygodnia komentarzy. Nową informacją jest przyjęcie przez Komisję Europejską raporu w sprawie rozszerzenia UE, ale bez znajomości wyniku referendum w Irlandii trudno do niego przywiązywać większą wagę. Niczego on jeszcze nie rozstrzyga.
Dlatego trzeba czekać i powtórzyć, że zamknięcie WIG20 ponad 1053 pkt. wprowadziłoby pozytywny element do obrazu rynku, przekroczenie 1040 pkt. i później 1032 pkt. oznaczałoby rozstrzygnięcie korzystne dla niedźwiedzi. Ale bez podaży na szerszej grupie walorów trudno tego oczekiwać. Dziś większy spadek notuje tylko BPH PBK, zniżkujący o ponad 2% i zbliżający się do wsparcia przy 206 zł. Na reszcie spółek nic ciekawego się nie dzieje.
Kontrakty na Nasdaq są 8 pkt. na minusie, na S&P500 blisko 10 pkt. Wiadomo, że w USA główne trendy są niezagrożone, a do tego wczorajszy wzrost na S&P500 wygląda na ruch powrotny do lipcowego dołka. To pozwala spodziewać się dalszych zniżek. Czy jednak wpłynie to w którymś momencie na nasz parkiet?
Krzysztof Stępień