Z drugiej strony nie można wykluczyć chęci do realizacji zysków, które jak na te trudne czasy ostatnio były całkiem pokaźne. Indeks Standard & Poor's 500 zyskał w ciągu ostatnich dwóch tygodni 15%. Wskaźnik ten miał 9 października najniższą wartość od ponad pięciu lat.
Kursom nie pomogło wystąpienie A. Greespana, w którym uznał za znaczący i zachęcający wzrost wydajności pracy w II kwartale, ale wyraził obawę o możliwość utrzymania tempa jej wzrostu. Nie powiedział jednak nic o stanie amerykańskiej gospodarki i jej perspektywach.
Na pięć spółek rosnących sześć spadało na NYSE i Nasdaqu. Indeks Dow Jones do 18.00 naszego czasu tracił 1,64%, Standard% Poor's 500 zniżkował o 1,71%, a Nasdaq o 0,90%.
Na głównych europejskich giełdach po początkowym optymizmie nastroje pogorszyły się i to znacznie. Najpierw przyczyniły się do tego spekulacje, że malejąca groźba wojny z Irakiem spowoduje obniżkę cen ropy naftowej, a to niekorzystnie wpłynie na zyski firm paliwowych takich jak Total Fina Elf czy Royal Dutch/Shell. Kursy akcji obu tych spółek spadły o 2%.
Później Deutche Bank obniżył swoją rekomendację z trzymaj do sprzedaj dla papierów Munich Re, twierdząc, że to towarzystwo reasekuracyjne zbyt dużo aktywów ulokowało w akcjach. I wreszcie do inwestorów dotarły informacje o tym, że brytyjskie banki będą musiały poważnie dofinansować swoje fundusze emerytalne, gdyż po stratach z inwestycji w akcje nie będą one w stanie wywiązać się z zobowiązań.