Niestety, nie tylko, że przedstawiona interpretacja wykresu jest jedną z możliwych, ale też na horyzoncie rysuje się sporo zagrożeń, które skłaniają do ostrożności i przekonują, iż przyszłość wcale nie musi być taka różowa.

Po pierwsze warto zwrócić uwagę na dość wąski charakter wzrostów. Oczywiście, by szybko coś kupić i by mieć możliwość szybko zrealizować zyski trzeba wchodzić w płynne spółki, ale zazwyczaj wzrostom tych największych walorów towarzyszyły zwyżki średniaków. Teraz tego nie ma. WIG20 poniedziałkowym wzrostem dotarł do 38,2% zniesienia tegorocznej przeceny. Na wysokości tego samego zniesienia są najważniejsze indeksy światowe. Zatem porównując proporcje poszczególnych ruchów widać, że układ sił na rynkach rozwiniętych w dłuższym terminie ma istotne znaczenie i bez dalszej poprawy nastrojów na świecie trudno będzie o dalsze wzrosty. A wczorajsza sesja w USA przekonuje o wyczerpywaniu się "prostych rezerw" tychże. Pomimo podwyższenia rekomendacji dla Citigroup i HP indeksy spadły i to przy wyższych obrotach, niż w piątek. Od kilku sesji widzimy wytracanie dynamiki zwyżek, co uzasadnia oczekiwanie na ochłodzenie koniunktury. Jej skala i przebieg pomogłyby określić, czy jest szansa na kolejny etap odbicia.

I wreszcie solidny, ponad 4% spadek w Brazylii w reakcji na zwycięstwo Luli w wyborach prezydenckich. To sygnał, że ten czynnik niekoniecznie jest wliczony w ceny, a jedynie na fali poprawy nastrojów nieco zapomniany.

Od strony technicznej układ jest prosty. Dopóki WIG20 nie zamknie się poniżej 1162 pkt. trzeba się liczyć z dalszymi wzrostami w kierunku 1280 pkt. bez względu na to, jak bardzo irracjonalne by się to wydawało. Szybki powrót poniżej 1162 pkt. skłaniałby do przekonania, że osiągnięcie poziomu 38,2% zniesienia tegorocznych wzrostów wypełnia zasięg odbicia i możliwe jest ponowne pogorszenie koniunktury.