Bez wątpienia powodem słabości naszego rynku jest znaczne pogorszenie nastrojów na giełdach Eurolandu. Sytuacja tam wygląda coraz gorzej i kolejne sesje potwierdzają hipotezę, że powrót do bessy jest bardzo realny. Po wybiciu w dół ze zwyżkującej konsolidacji przez CAC, dziś trend boczny dołem opuszcza FTSE. Do dolnego ograniczenia ruchu horyzontalnego dotarł też DAX. Spadki już teraz wynoszą po ok. 2%.
Jeśli spojrzeć na to, co dzieje się na rynku walutowym i surowcowym również trudno o optymizm. Za euro trzeba zapłacić już ponad 1,02 dolara, złoto wybiło się ponad tegoroczny szczyt. Te zjawiska prawie nigdy nie występują podczas trendów wzrostowych na amerykańskich parkietach. Nawet w czasach kiedy trwała tam hossa zauważalna była silna korelacja indeksów z ceną euro podczas spadków. Kiedy indeksy rosły ta korelacja była mniejsza.
U nas powraca znów sprawa Polcardu. Jest coraz mniej prawdopodobne, że w tym roku dojdzie do jego sprzedaży, więc realizacja prognozy przez Pekao będzie niemożliwa. Pomimo tego, że większość inwestorów oswoiła się już trochę z tą myślą, to nie wydaje się, by było to już zdyskontowane w cenach. Kształt wykresu Pekao nie napawa optymizmem, a złe wrażenie zrobił wczorajszy wzrost przy małych obrotach.
Wczorajsza sesja, pomimo obrony wparcia przy 13,10 zł nie była też udana dla TP S.A., która nadal będzie ciążyć rynkowi. Źle wygląda też PKN, który powinien spadać w kierunku 17 zł. Do tego ewentualne zniżki na Pekao mogą przełożyć się przy złych nastrojach na świecie na ceny innych banków. Po przełamaniu 1190 pkt. WIG20 następne wsparcie ma przy 1170 pkt. Pamiętajmy jednak, że przełamanie linii trendu wzrostowego oznacza zmianę kierunku średnioterminowej tendencji i dlatego powinniśmy raczej mówić o oporach niż o wsparciach. Opór jest w okolicach 1215 pkt. i dziś nie będzie zagrożony.