Trzeba przy tym wziąć pod uwagę, że wczoraj spadek też nie był duży w przeciwieństwie do rynków eurolandu. To jednak odczytywałbym raczej jako czynnik wskazujący na znaczny potencjał spadkowy naszego rynku, a nie traktowałbym tego jako sygnału siły rynku. Obroty są duże i wynoszą mniej więcej tyle, ile przez cały wczorajszy dzień (ponad 130 mln zł). WIG20 wszedł w obszar ubiegłotygodniowej luki hossy, rozciągającej się pomiędzy 1177-1196 pkt. Z tego można wnioskować, że podaż sprowadzi indeks przynajmniej do 1177 pkt. Jednak jeśli już tam dotrze spadki będą napędzane wizją obszernej formacji głowy z ramionami. Jeśli doszłoby do jej ukształtowania można będzie mówić o zakończeniu kolejnego odbicia w bessie, które trwało w październiku i listopadzie. Linia szyi RGR znajduje się na wysokości 1160 pkt.
Warto odnotować wybicie w dół z miesięcznej konsolidacji węgierskiego BUX-a. W jego przypadku jest to sygnał zakończenia jesiennych wzrostów. DAX i CAC spadają poniżej połowy białych świec utworzonych na pierwszej sesji tego roku. To w zasadzie rozstrzyga wątpliwość, czym był ten dynamiczny zryw - początkiem trwalszego ruchu w górę, czy imponującą korektą trendu spadkowego. Wiele razy w ubiegłym roku właśnie spadek poniżej połowy tak dużej białej świecy zapowiadało powrót zniżek na rynki. Nie ma powodów, by przypuszczać, że teraz będzie inaczej. Co więcej, uzasadniona jest obawa o przyspieszenie marszu na południe, co powinno w niedługim czasie zaowocować testem ubiegłorocznych dołków.
W związku z tym, że przyczyną wzrostu z ostatniego piątku była poprawa koniunktury na świecie, trzeba się liczyć z tym, że teraz powrót niedźwiedzi na tamte rynki pociągnie nas za sobą. Nie wydaje się, by próby łapania dołka były w tej chwili dobrym pomysłem. Trend spadkowy będzie się raczej rozpędzał, a nie przygasał.