Zresztą w średnim terminie sytuacja na światowych giełdach nie jest jeszcze wyjaśniona i choć spadki są dużo bardziej prawdopodobne, niż trwały wzrost, to jednak kluczowe wsparcia wciąż się jeszcze trzymają. Trzeba przy tym zwrócić uwagę, że reakcje inwestorów w eurolandzie były dziś typowe dla trendu spadkowego. W zasadzie nic złego się nie stało, rynki amerykańskie nie pracują, a indeksy tracą na wartości. Zniżki nie są duże, ale jednak.

U nas część spółek z WIG20 wzrosła, ale odbyło się to przy minimalnych obrotach. To, jak i podciąganie cen w końcówce sesji, stwarza negatywne wrażenie. Ale też przy obrotach rzędu 60 mln zł samo wrażenie nie ma większego znaczenia. Fakt jest faktem, że sesja wypadła słabo. Bliskość dolnego ograniczenia luki hossy na WIG20 wcale nie działa zbyt mobilizująco na byki. Indeks dzieli od niego tylko 14 pkt.

Opublikowane właśnie dane na temat grudniowej produkcji przemysłowej w Polsce były gorsze od oczekiwań. Miesiąc do miesiąca odnotowaliśmy spadek, rok do roku wzrost, ale wyraźnie mniejszy od oczekiwań. To może zostać odebrane przez inwestorów jako pierwszy sygnał, zapowiadający, że ożywienie gospodarki wcale nie jest takie oczywiste i niewykluczone, że czeka polską gospodarkę dalsza stagnacja. Dane są złe i przed jutrzejszą sesją tworzą zły klimat. Nie wydaje się jednak, że mogą one się stać czynnikiem, który zerwałby dość dużą ostatnio korelację z zagranicznymi parkietami.