Zadziałało górne ograniczenie tej luki, od której indeks odbił się do 1111 pkt. Jednak bez względu na to, czy zamknięcie wypadnie ponad 1094 pkt., czy też poniżej, losy dzisiejszej sesji i jej wymowa i tak już są przesądzone. Mamy czytelne potwierdzenie zmiany średnioterminowego trendu na spadkowy, co każe się liczyć z testem ubiegłorocznego minimum przy 1040 pkt. Patrząc na determinację sprzedających wydaje się, że ten test wypadnie na korzyść podaży. Oczywiście, w tej chwili rynek jest mocno wyprzedany i w zasadzie w dowolnym momencie może nastąpić odbicie. Tyle tylko, że na razie nie ma przesłanek, aby można było liczyć na coś więcej niż odbicie. Rynek będzie miał w pamięci czwartkowy wzrost, który dla kupujących okazał się pułapką i w piątek rynek spadł więcej, niż zyskał dzień wcześniej. Dla zwolenników inwestowania zgodnie z trendem w zasadzie najważniejszym zadaniem jest teraz poszukiwanie sygnałów, zapowiadających zmianę trendu. Skoro jednak zmienił się on dopiero w piątek to nie ma co liczyć, że w tym tygodniu się zakończy. A próby podkupywania dołka zazwyczaj drogo kosztują. Myślę, że pomimo znacznych spadków na świecie w ubiegłym tygodniu, niewiele osób myślało, że dziś będzie u nas aż tak źle.

Co będzie jutro trudno powiedzieć z tego względu, że o 16.30 zostanie opublikowany raport inspektorów ONZ. Może on pogrążyć rynki, ale też niewykluczone, że im pomoże, bo ostatnie zniżki zdyskontowały jego zły wydźwięk. Tyle tylko, że nie sama wojna z Irakiem zaprząta głowy inwestorów. Bill Gates powiedział, iż nie spodziewa się wzrostu w ciągu najbliższych 2-3 lat wzrostu popytu na sprzęt technologiczny, co jest kolejnym sygnałem, że obecny rok nie przyniesie wyraźnej poprawy koniunktury. Tak samo, jak wojna z Irakiem głowy inwestorów zaprząta myśl o dalszych kłopotach światowej gospodarki.

Zamknięcie ponad 1094 pkt. da szanse na jutrzejsze odbicie, ale można przypomnieć, ze sama obrona wsparcia to zbyt mało, by poprawić obraz rynku. Tym bardziej, że dwa inne wsparcia zostaną dziś prawdopodobnie przełamane.