Obroty są cały czas niewielkie. Dość powiedzieć, że na Pekao wolumen nie przekroczył jeszcze 15 tys. akcji, a na TP.S.A. 300 tys. akcji. Widać, że w związku z zagrożeniem dalszymi zniżkami na świecie nie ma zbyt wielu odważnych do kupowania papierów, ale ostatnie zniżki spowodowały, że po tych cenach przy odreagowaniu na świecie niewielu też chce się akcji pozbywać. Stąd też na rynku trwa marazm. Przypomnijmy, że od tygodnia WIG20 porusza się w dość wąskim przedziale 1100-1135 pkt.
Po sesjach z minionego tygodnia, podczas których podaż spychała indeks do poziomu luki hossy z połowy października, można wysnuwać dowolne wnioski. Optymiści powiedzą, że rynek zdecydowanie broni wsparcia i będą liczyć na większe odbicie. Ale i pesymiści mają argumenty w ręku, gdyż obrona wsparcia nie doprowadzała następnego dnia do większego ruchu w górę, co trzeba odczytywać jako znak słabości popytu. Najlepszym tego przykładem były sesje ze środy i czwartku.
Patrząc na wykres minutowym mamy dziś do czynienia z przełamaniem linii dwutygodniowych spadków, ale aby ten sygnał był wiarygodny potrzeba przekroczenia oporu przy 1135 pkt. To się na razie nie stało, więc o zmianie krótkoterminowego trendu nie może być mowy. Chyba najważniejszą formację jest wciąż konsolidacja i dopóki się z niej nie wybijemy nie ma innego wyjścia, jak powstrzymać się z decyzjami inwestycyjnymi. Przekroczenie 1135 pkt., a najlepiej zamknięcie ponad 1140 pkt. można będzie odczytywać jako sygnał do odreagowania styczniowej zniżki, co doprowadziłoby WIG20 do 1160 pkt. W przeciwnym wypadku - przełamania 1100 pkt. - podaż zaatakuje lukę hossy z 11 października pomiędzy 1061-75 pkt.