Można zatem przyjąć, że zniżka poniżej 1109 pkt. będzie potwierdzeniem niekorzystnego dla posiadaczy akcji rozwoju zdarzeń i każe spodziewać się dalszego osłabienia koniunktury.

Rynki eurolandu żyją dziś głównie rezygnacją prezesa i dyrektora finansowego Aholda. Odeszli oni w związku z wykryciem w tej drugiej co do wielkości sieci handlowej w Europie nieprawidłowości księgowych w amerykańskim oddziale firmy na kwotę 0,5 mld USD. Ta wiadomość będzie prawdziwym sprawdzianem ostatniej kilkudniowej siły rynków. Jest ona przypomnieniem, że ceny akcji nie spadają w tym roku jedynie z powodu zagrożenia wojną z Irakiem, ale też a może przede wszystkim w wyniku trwających kłopotów gospodarczych. Ciekawa będzie reakcja inwestorów w USA na tą informację, bo istnieje poważna obawa, że przypomni ona o ubiegłorocznych skandalach finansowych. A przecież część analityków uważa, iż nie rozwiały one do końca wątpliwości wokół praktyk księgowych w największych firmach świata.

Przyglądając się wykresom indeksów z eurolandu warto zwrócić uwagę na rysujący się na FTSE10 zwyżkujący klin, charakterystyczny dla korekt w trendzie spadkowym. Wybicie z niego zapowiadałoby kolejną falę silnej przeceny o dynamice podobnej do tej ze stycznia b.r. DAX i CAC znajdują się w miesięcznych trendach bocznych i dopiero wybicie z horyzontu pozwoli określić kierunek trendu na kolejne tygodnie. Na razie nie ma podstaw, aby sądzić, że wybicie nastąpi górą. Te nieciekawe perspektywy europejskich indeksów prawdopodobnie znajdą odbicie w tym, co będzie działo się u nas. Dlatego obserwujemy tak niewielką skłonność do kupowania akcji. Rozwój wydarzeń od początku bieżącego roku jest wynikiem zmiany w aktywności sprzedających i kiedy tylko mocniej naciskają popyt jest zupełnie bezbronny. Dobrze obrazuje to wskaźnik akumulacja-dystrybucja, który w ubiegłym tygodniu ustanowił nowe minimum w blisko trzymiesięcznym trendzie spadkowym.