ale jakoś nikomu w tej chwili nie przychodzi do głowy na nie dopowiadać.
Pamiętajmy też, że pojawiły się pierwsze jaskółki inflacji. Wprawdzie teraz
to nie jest jeszcze bezpośrednie zagrożenie, ale jeśli wojna w Iraku nie
będzie błyskawiczna, można spodziewać się, że ceny zaczną jednak rosnąć. W
takiej sytuacji liczenie na kolejną obniżkę chyba byłoby oczekiwaniem na
cud, a i ta pierwsza jest także pod znakiem zapytania.
Tydzień zapowiada się "roboczo". Ze spółek, jutro uwagę na sobie skupi
Nokia, której przedstawiciele przedstawią świeższe informacje o ich
oczekiwaniach, co do najbliższej przyszłości. Ze sfery makro: dziś dowiemy
się, jak kształtował się PPI w strefie euro, jutro mamy publikację wartości
niemieckiego bilansu na rachunku bieżącym oraz bilansu handlowego (za
styczeń), bilansu handlowego w UK oraz tamtejszej produkcji przemysłowej. W
środę czeka nas francuska produkcja przemysłowa i bilans handlowy w USA. W
czwartek zapoznamy się z francuskim deficytem handlowym, amerykańską
sprzedażą detaliczną, a w piątek dowiemy się, jak kształtował się w lutym
amerykański PPI oraz jak wielki był deficyt na rachunku bieżącym w USA oraz
jaką dynamiką charakteryzowała się produkcja przemysłowa, a także jak
wyglądają nastroje wśród konsumentów.
Czeka nas sporo publikacji danych makro, ale akurat dziś o
góry. Jest to nawet prawdopodobne, ale pamiętajmy, że podaż nie jest wcale
taka słabiutka. Już parę punktów nad piątkowym zamknięciem, na poziomie
1095-6 pkt mamy opór, który dziś może okazać się skuteczny. Piątkowy wzrost
cen jest jednak na tyle przekonujący, że raczej nie należy się spodziewać
jego całkowitego zanegowania. Nadal skłaniam się do tezy, że perspektywą
obecnego wzrostu jest poziom 1135 pkt i dopiero tam rozstrzygać się będą
losy koniunktury na naszym rynku. KJ