We wtorek mieliśmy pierwszą próbę pokonania wsparcia, ale zakończyła się niepowodzeniem niedźwiedzi. Wczoraj nastąpił kontratak kupujących, ale odbicie od wsparcia wypadło bardzo mizernie. Stąd wniosek, że tym razem sprzedający będą skuteczniejsi.
Przyczyną przedpołudniowego spadku jest bez wątpienia rozczarowująca końcówka wczorajszych notowań połączona ze zniżkami w eurolandzie. Okazuje się, że przedłużająca się wojna z Irakiem coraz bardziej niepokoi inwestorów. Do tego napływające dane makroekonomiczne bardzo rzadko przekraczają prognozy analityków, którzy i tak dość ostrożnie je formułują. By podać tu przykład wczorajszych zamówień na dobra trwałego użytku i sprzedaży nowych domów w USA, Ifo w Niemczech. Trudno znaleźć nowy impuls do wzrostów, a samo rozpoczęcie wojny miało bardziej psychologiczne znaczenie, niż było racjonalnym powodem do kupowania akcji. Inwestorzy wierzyli w powtórkę sytuacji z początku lat 90-tych, ale teraz pojawia się coraz więcej komentarzy i analiz, że stan i perspektywy gospodarki, a także faza cyklu koniunkturalnego, w jakiej się ona znajduje są zupełnie odmienne i nie ma raczej co liczyć na powtórkę takiego scenariusza. Najgorszy w tym jest element rozczarowania, jakie może pojawić się w kolejnych tygodniach, a nie można zapominać, ze już za 2 tygodnie rozpoczyna się w USA na dobre sezon publikacji wyników za I kw. br. One zweryfikują obecne wyceny rynkowe spółek.
U nas WIG20 wsparcie ma przy 1120 pkt. i jego obrona to zadanie minimum dla popytu. Potem jest linia krótkoterminowego trendu przy 1100 pkt. Jej przełamanie mogłoby oznaczać zakończenie korekty styczniowo-lutowego spadku i zapowiadać atak na 1040 pkt.