Koniec tygodnia przyczynił się jednak do istotnego wzmocnienia jej sił, owocując ostatecznie nowym krótkoterminowym szczytem na poziomie 1.0780. Z fundamentalnego punktu widzenia trudno jest znaleźć błyskotliwe wytłumaczenie tak raźnego zachowania popytu. Najbardziej prawdopodobna wydaje się tutaj swego rodzaju asekuracja inwestorów przed drugim wojennym weekendem. Ponieważ jak dotąd nie można mówić o spektakularnych sukcesach armii amerykańskiej, gracze walutowi postanowili zamknąć przynajmniej część swoich dolarowych pozycji, by uniknąć zwiększonego w ciągu najbliższych dwóch dni ryzyka (brak możliwości reakcji na niespodziewane incydenty). W dodatku władze brytyjskie przyznały, że wojska amerykańskie wciąż nie są wystarczająco silne do prowadzenia walki na ulicach Bagdadu. Tego typu komentarze nieprzyjemnie kontrastują z atmosferą ostatniego piątku (początek zmasowanego ataku lotniczego). Daleko im od ówczesnego posmaku triumfu, co natychmiast odcisnęło się na notowaniach dolara.

Natomiast na rynku krajowym mieliśmy dziś do czynienia z kolejną falą osłabienia złotówki. Odchylenie od dawnego parytetu wzrosło do -1%. Notowania USD/PLN przebywały w przedziale 4.0700-4.0800, EUR/PLN zwyżkował powyżej 4.3800. Niekorzystnie na wartości złotego odbija się sytuacji na krajowej scenie politycznej. Dzisiejsze wypowiedzi G. Kołodki również nie sprzyjały umacnianiu PLN. Minister finansów zasugerował bowiem, że nie zależy mu na zbytnim pośpiechu w przystępowaniu Polski do strefy euro. W jego opinii ważniejsza niż sam moment przystąpienia jest kwestia wyznaczenie odpowiedniego kursu referencyjnego EUR/PLN.